Informacje

Informacje

Rząd tworzy warunki, które pozwolą uruchomić potencjał Mysłowic

Rozmowa z Pawłem Jabłońskim, doradcą Premiera, kandydatem Prawa i Sprawiedliwości do Sejmu RP.   - Jak Pan ocenia rozwojowe szanse Mysłowic w kontekście śląskich planów premiera Mateusza Morawieckiego? - W jednym z rankingów Mysłowice znalazly się w pierwszej dziesiątce najbardziej perspektywicznych miast województwa śląskiego. Ja też uważam, że miasto najlepsze lata ma jeszcze przed sobą. Polityka rządu Mateusza Morawieckiego może w tym tylko pomóc. Skarb państwa zgodził się na oddanie samorządowi terenów po byłej kopalni Mysłowice. To wielki impuls rozwojowy i inwestycyjny. Nie bez powodu tymi terenami interesuje się Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna. Ze względu na doskonałe położenie w samym centrum regionu i dobre połączenie z najważniejszymi szlakami komunikacyjnymi Polski południowej, mówimy o jednym z najbardziej atrakcyjnych terenów inwestycyjnych nie tylko w województwie śląskim. Rząd, samorząd i KSSE tworzą warunki, które pozwolą Mysłowicom uruchomić ogromny potencjał gospodarczy, który pozytywnie przełoży się na dobrobyt mieszkańców.   - Niedawno odbyła się konferencja podsumowująca dotychczasowe efekty Programu dla Śląska. Mysłowice też na tym korzystają? - Korzystają wszyscy, ponieważ pogłębiają się więzi gospodarcze i społeczne między miastami tworzącymi aglomerację śląską. Program dla Śląska jest w wolnej Polsce pierwszym rządowym projektem dedykowanym na taką skalę konkretnemu regionowi. Środki, które chcemy zaangażować sięgają 57 mld zl. W ramach programu już pracuje 48 mld zl, czyli poziom zaangażowania finansowego już wynosi 84 proc. Przez lata Śląsk był sercem gospodarki, jednak w ostatnim czasie tracił swoją pozycję. Dopiero rząd Prawa i Sprawiedliwości przywraca temu regionowi należną mu rangę. Robimy to nie tylko w interesie samego Śląska, ale całego kraju, bo - jak podkreśla premier Morawiecki - właśnie tutaj rozegra się konkurencyjna walka o międzynarodową pozycję gospodarczą Polski. Śląsk powinien tętnić życiem przemysłowym, ale nie tylko w zakresie tradycyjnych branż przemysłu ciężkiego. Będziemy coraz więcej inwestować w przemysł w najnowocześniejszym wydaniu, w oparciu o programy środowiskowe i rewitalizacyjne, inwestycje dotyczące branży motoryzacyjnej - zwłaszcza elektromobilności - a także zdrowia, IT czy biotechnologii.   - Nie obawia się Pan, że na przeszkodzie tym ambitnym planom stanie polityka klimatyczna Brukseli? Niedawno prezydent Francji nawoływał europejską młodzież, aby przyjeżdżała protestować do Polski w sprawie klimatu. - Prezydentowi Macronowi łatwo jest tak mówić, bo Francja opiera swój miks energetyczny w 75% na atomie. My nie mogliśmy przez lata inwestować w energię nuklearną nie ze swojej winy, ale dlatego że byliśmy podporządkowani Związkowi Radzieckiemu. Dziś nadrabiamy wieloletnie opóźnienia i zrobiliśmy już bardzo dużo - w ramach protokołu z Kioto mieliśmy obowiązek redukcji emisji o 6%, osiągnęliśmy 30%, a więc 5 razy więcej. Bardzo bym chciał, aby te emisje na całym świecie spadały jeszcze szybciej, ale kosztów nie mogą ponosić obywatele regionów takich jak Śląsk. Macron powinien to wiedzieć najlepiej, bo kiedy wprowadził dodatkowe „ekologiczne” opłaty za olej napędowy, to właśnie z tego powodu wybuchły protesty „żółtych kamizelek”.   - Świat musi jednak coś zrobić w sprawie globalnego ocieplenia. - No właśnie, cały świat, a nie tylko Europa i nie tylko Polska. My nie jesteśmy zresztą żadnym największym trucicielem, jak to przedstawiają niektorzy aktywiści ekologiczni i sympatyzujące z nimi media. Nasze emisje to ok. 1% światowych. Niemcy kilkukrotnie nas pod tym względem wyprzedzają i spalają zdecydowanie najwięcej węgla brunatnego, a mimo to organizacje ekologiczne ich w taki sposób nie krytykują. Najwięcej gazów cieplarnianych emitują Stany Zjednoczone, Chiny, Indie, Rosja i inne państwa, które kiedyś nazywano krajami trzeciego świata, ale teraz nabierają cywilizacyjnego przyspieszenia. Zużywają coraz więcej energii i sięgają po tę najtańszą, czyli opartą na surowcach kopalnych. To jest największe zagrożenie dla globalnego klimatu. Na szczęście my robimy swoje. Premier Mateusz Morawiecki, podczas czerwcowego szczytu Unii Europejskiej twardo powiedział „nie” planom wprowadzenie neutralności klimatycznej do 2050 roku - dopóki nie zostanie zagwarantowany odpowiedni system rekompensat dla naszych obywateli.   - Na czym ten system miałby polegać? - Ursula von der Leyen, nowa przewodnicząca Komisji Europejskiej bardzo mocno podkreśla, że fundusz sprawiedliwej transformacji energetycznej jest niezbędny, aby ta zmiana była stabilna. To nowa filozofia - wcześniej nie zwracano na ten aspekt tak dużej uwagi. Unia Europejska ma ambicje ekspresowego przestawienia gospodarki na zielone tory, jednakże te szczytne cele nie mogą być realizowane bez uwzględnienia społecznych kosztów, jakie poniosą niektóre państwa czlonkowskie. Te koszty trzeba rekompensować, m.in. poprzez wspieranie inwestycji w nowoczesne technologie, rewitalizację terenów poprzemyslowych, wsparcie finansowe dla pracowników odchodzących z przemysłu ciężkiego. To zostało zapisane w ubiegłym roku, podczas światowego szczytu klimatycznego w Katowicach. Z inicjatywy Polski kilkadziesiąt państw podpisało deklarację o solidarnej i sprawiedliwej transformacji, w której podkreślono, że klimat należy chronić przy jednoczesnym dbaniu o rozwój gospodarczy i miejsca pracy. Teraz tę nową filozofię przyjmuje także Unia Europejska. Nie byłoby tego, gdyby Premier Morawiecki zgodził się w czerwcu na zaostrzenie celów klimatycznych bez żadnych konkretnych gwarancji. Dzięki sprzeciwowi polskiego rządu już teraz można powiedzieć, że ta transformacja odbędzie się na dużo lepszych warunkach niż wydawało się jeszcze pół roku temu. To będzie dla Polski warte w najbliższych dekadach kilkanaście, może nawet kilkadziesiąt miliardów euro - z których znaczna część trafi do nas, na Śląsk.

Śledź nas

Social & newsletter

Logo stopka

© 2020 © Wszelkie prawa zastrzeżone

Search