Informacje

Informacje

Znów będziemy dumni z Mysłowic!

Rozmowa z Dariuszem Wójtowiczem, prezydentem Mysłowic. - Zadaje sobie Pan czasami pytanie „po co mi to było”? - Odpowiedzialny samorządowiec nie stawia takich pytań. Po władzę nie idzie się po to, aby biadolić i użalać nad sobą, lecz by działać. Ubiegłoroczne wybory były ostatnim momentem, aby uratować Mysłowice przed katastrofą. - Nie przesadzam Pan z tą katastroficzną wizją miasta? - Nie przesadzam, a nawet staram się być oszczędny w słowach, choć uważam, że mieszkańcom należy się prawda o mieście. Pierwsze miesiące prezydentury upływają mi głównie na gaszeniu pożarów i rozbrajaniu min. - Jako wieloletni rady nie znał prawdy o stanie miasta? - Radni wiedzą sporo, ale nie są wstanie ogarnąć wszystkiego, bo nie mają dostępu do wszystkich dokumentów i informacji, którymi dysponuje prezydent. Totalnym zaskoczeniem była dla mnie prawie 23. milionowa dziura w budżecie. Okazało się, że mój poprzednik planował inwestycje, ale przeznaczone na nie kwoty przenosił potem na wydatki bieżące. Dla miasta wielkości Mysłowic to duże pieniądze, które mają swój konkretny przelicznik w niezrealizowanych budowach, remontach, modernizacjach. - Miastu potrzebne są pieniądze. Skąd je wziąć? - Z oszczędności i ożywienia gospodarczego. Nie ma innego wyjścia i przynajmniej na początku tej kadencji musimy zacisnąć pasa. Zrezygnujemy z wynajmowania prywatnych budynków, gdzie pracuje część urzędników. Postaramy się zmieścić ich w gmachu urzędu miasta. To da nam 600 tys. zl oszczędności rocznie. Zoptymalizujemy zatrudnienie, zarówno w magistracie jak i podległych jednostkach, w tym także w oświacie. Będą odchodzić ci, którzy mają uprawnienia emerytalne, umowy czasowe lub umowy zlecenia oraz osoby, które nie radzą sobie z obowiązkami i nowym stylem pracy. Myślę, że na racjonalizacji zatrudnienia możemy zaoszczędzić nawet 11 mln zl rocznie. - Pomówmy teraz o ożywieniu gospodarczym, którego symbolem mogłyby stać się tereny po kopalni Mysłowice. - Dobrze, że padło słowo „mogłyby”, bo w sprawie potencjału pokopalnianych terenów my nawet nie odrabiamy zaległości, ale musimy zacząć wszystko od nowa. Na szczęście sytuacja startowa nie jest zla. Chyba nie trzeba nikogo przekonywać o atrakcyjności 50-hektarów, które znajdują się w środku miasta, lezącego w centrum śląskiej aglomeracji. Tereny po kopalni Mysłowice są doskonale skomunikowane. Szybko można dojechać stąd do autostrady A4 czy trasy S1, są też tory kolejowe. Grunt jest uzbrojony, z parkingami, wyposażony w światłowody, a nawet nastawnie kolejowe. Na Górnym Śląsku trudno o bardziej atrakcyjny teren. Nie wiem, jakim cudem tego nie dostrzegł mój poprzednik, ale zostawmy przeszlość. Musimy teraz dojść do porozumienia z ministrem skarbu, aby przejąć te tereny i ruszyć z inwestycjami. Trzeba to zrobić tak, aby nie obciążyć pustej kasy miasta. Planujemy sięgnąć po środki unijne przeznaczone na rekultywację poprzemysłowych terenów. Inwestorzy stworzą nowe miejsca pracy. Jednym słowem, tereny po kopalni Mysłowice staną się lewarem, który podniesie nasze miasto z gospodarczych kolan. Pierwszy krok już zrobiliśmy. 10 kwietnia podpisałem porozumienie w sprawie przejęcia trzech pierwszych działek po byłej kopalni KWK „Mysłowice”. Powstanie tam miejsce pamięci o I Powstaniu Śląskim. Teraz, moje służby wraz ze Spółką Restrukturyzacji Kopalń pracują nad przejęciem pozostałych terenów. Znów będziemy dumni z Mysłowic!

Rozmawiał: Jerzy Filar

Śledź nas

Social & newsletter

Logo stopka

© 2020 © Wszelkie prawa zastrzeżone

Search